Witaj na portalu poświęconym Bezpieczeństwu Ruchu Drogowego

Nasz portal został stworzony z myślą o wszystkich uczestnikach ruchu drogowego od pieszych poprzez dzieci, kierowców, rowerzystów po motocyklistów (...)

czytaj więcej czytaj

Kliknij rozwiń, aby przeczytać całość

Zobacz również: Statystyki, Porady, Filmy

Motocyklowych wspomnień Artura Persona ciąg dalszy data 04.05.2011

Moja fascynacja motorami nie zakończyła się wraz z osiągnięciem wieku męskiego. Wprost przeciwnie. Wraz z kolegą,  równie jak ja zauroczonym motocyklami, postanowiliśmy rozszerzyć przestrzeń naszych motorowych eksperymentów. Zaplanowaliśmy więc naszą pierwszą wyprawę w Alpy (2003r.) Byliśmy wówczas posiadaczami motorów typu Naked bike , które swoją nazwę zawdzięczają temu, iż są pozbawione owiewek oraz szyby przedniej i głównie z tego powodu nie nadają się na długie, turystyczne trasy. Zakupiliśmy więc maszyny turystyczno – sportowe: kolega - Hondę Varadero a ja – Suzuki V-Storm, o którym na stronie internetowej http://www.motocykl-online.pl pisano: „Gdy ukazał się w 2002 roku, od razu określono go jako podróżne enduro. Ale Suzuki V-Strom 1000 nie chce siedzieć w tej szufladzie. On wie, że jest maszyną do wszystkiego. Jak dobry kumpel.”


Dłuższy czas kompletowaliśmy niezbędne na taką długą wyprawę wyposażenie. Serfując po Internecie i wchodząc na motocyklowe fora udało nam się, głównie w Niemczech, zakupić elementy wyposażenia takie jak niezbędne do jazdy w deszczu, nawigację czy torby do rzeczy podręcznych  na zbiorniki. Należy dodać, że wówczas w Polsce nie było jeszcze tak wyposażonych sklepów i tak dostępnych gadżetów dla marek motocykli, które nie były zbyt popularne.
Wreszcie skompletowaliśmy wyposażenie i przyszedł czas na wybór trasy. Wybraliśmy trasę przez Niemcy, Włochy, Austrię i Szwajcarię. Podczas wyprawy, która wydłużyła się nam do  2 tygodni przejechaliśmy ponad 3000 km. Konieczność częstych korekt trasy wymuszona była intensywnymi roztopami, które spowodowały nieprzejezdność wielu wybranych przez nas dróg. Wyjazd ten dostarczył nam wielu niezapomnianych do dziś wrażeń takich jak np. pobyt na najwyższej, przejezdnej alpejskiej przełęczy Passo di Stelvio, położonej 2757m.npm.
Podczas przejazdu przez te cztery kraje spotkaliśmy bardzo wielu motocyklistów, ale było wśród nich niestety niewielu Polaków. To co nas najbardziej zaskoczyło to życzliwość kierowców samochodowych i zwykłych mieszkańców wobec motocyklistów, której doświadczaliśmy na co dzień np. bezinteresowna pomoc deklarowana nam przy chowaniu motocykli. Byliśmy zszokowani faktem, że motocykliści traktowani są jak równoprawni użytkownicy drogi, a nie jak utrapienie – o czym mieliśmy się okazję przekonać jeżdżąc po drogach krajowych.
Do niezapomnianych momentów, które utkwiły w naszej pamięci należał  zjazd do jeziora Garda położonego w północnych Włoszech w pobliżu Alp Trydenckich. Okolica jeziora jest regionem turystycznym z licznymi kurortami i miejscowościami turystycznymi, powszechnie uznanymi za raj dla miłośników sportów wodnych.
Zjazd ten wiązał się dla nas z jeszcze jedną  - z perspektywy czasu zabawną – dolegliwością. Otóż ubrani byliśmy w motorowe kombinezony, które są wyjątkowo szczelne a ich zadaniem jest chronić motocyklistę przed zmianami pogody. Tak więc szczelnie zamknięci w kombinezonach zjeżdżaliśmy nad brzeg jeziora, coraz bardziej gotując się w swoim stroju, gdyż temperatura nad jeziorem osiągała poziom tropikalny. Zgodnie z zasadą Polak potrafi... chłodziliśmy się więc w............... hipermarketach na działach z mrożonkami, gdzie działały wielkie chłodnie. Było to chyba pierwsze w historii wykorzystanie działów spożywczych dla celów klimatyzacyjnych.


 

Galeria zdjęć:

passo di stelviopasso di stelviopasso di stelviopasso di stelviojezioro Gardajezioro Gardajezioro Garda mapajezioro Gardajezioro Gardasuzukihonda varadero

Zwiń

Rozwiń

Motocyklowe reminiscencje Artura Persona data 27.02.2011

     Dzisiejsza motocyklowa rzeczywistość w Polsce to dominacja kliku marek takich jak (w kolejności alfabetycznej): Honda, Kawasaki, Suzuki czy Yamaha. Sieć salonów sprzedaży motocykli tych marek oferuje klientowi komfort zakupu katalogowego modelu zgodnie z jego oczekiwaniami.Sa to przeważnie motory od najmniejszej pojemności silnika, która wynosi 125cm sześciennych do tych największych, których pojemność 1600 - 1800 cm sześciennych to już tak jak w samochodach.Także uległa zmianie oferta motocykli w zależności od przeznaczenia. Dziś można kupić praktycznie każdy typ motoru od szosowych poprzez turystyczne, sportowe, enduro na krosowych skończywszy.Ten motocyklowy boom w Polsce zaczął się na przełomie 1999/2000 roku, kiedy to dzięki prywatnemu importowi na polskim rynku pojawiły się motory renomowanych marek dostępne cenowo dla polskiego klienta. Równolegle pojawiły się serwisy, które gwarantowały zabezpieczenie dla eksploatacji będących na rynku egzemplarzy.


Nie zawsze jednak tak było. Ale zawsze byli ludzie dla których motory stawały się pasją, a bycie motocyklistą stawało się dla nich drugim życiem. Było alternatywą dla szarej, komunistycznej codzienności. Motocykliści zawsze stanowili mikrospołeczność, wprawdzie często różnie odbieraną przez otoczenie, ale zawsze wyróżniającą się stylem życia. I tak jest do dzisiaj. Warto pamiętać, że to właśnie pasjonaci byli twórcami pierwszych polskich motocykli takich jak kultowe dziś SHL, WFM, WSK, Junaki czy Sokoły. W latch 70 i 80 na naszych drogach spotkać można było także czeskie Javy, niemieckie MZ i ETZ węgierskie Panonie oraz radzieckie Urale i Iże.Ich wadą była duża awaryjność.


Wyjazd w trasę którymkolwiek z nich to była pełna niespodzianek  wyprawa w nieznane. Najczęściej spotykaną na trasie "niespodzianką" było kolokwialne "złapanie gumy". Wówczas nie było jeszcze opon bezdętkowych więc na wyposażeniu każdego motocyklisty obowiązkowo znajdowały się łatki, klej do nich i pompka, gdyż zdobycie nowej opony graniczyło z cudem. Nie mniej jazda motorem stanowiła atrakcyjną alternatywę dla ówczesnej komunikacji miejskie, dostarczając przy tym sporo emocji.


W tych czasach prawo jazdy można było posiadać już od 16 roku życia więc chętnych do jazdy takim  jednośladem  było wielu. Niestety motocykle ze względu na cenę były poza zasięgiem możliwości finansowych takiego młodego człowieka. Powszechną praktyką więc było pożyczanie motoru od kolegów lub członków rodziny, którzy byli posiadaczami takiego wymarzonego cuda.
Pamiętam swoje pierwsze podejście do zakupu "mojego" motoru. Po dwóch latach oszczędzania udało mi się w końcu uzbierać odpowiednią sumę na wymarzoną maszynę. Wspólnie z ojcem pojechaliśmy więc na giełdę w Orłowie( mieściła się w miejscu gdzie dziś znajduje się "Klif") i kupiliśmy ................auto - Fiata 600D, który był niewiele droższy od motocykla.Różnicę w cenie pokrył mój ojciec, więc nie sposób było z radością przyjąć takiego prezentu.  Nie zniechęciło mnie to jednak do motorów. Mój przyjaciel, który kupił sobie właśnie  motor,  dość często zamieniał się ze mną na maszyny, tak więc motorowa pasja rozwijała się u mnie bez specjalnych przeszkód.


Pierwszy, własny motor, którym także zacząłem przełąmywać stereotypy, była Honda NTV z napędem na wał Kardana o pojemności 650 cm sześciennych, odkryta bez owiewek.
Pracowałem wówczas w sądzie i dojeżdżałem tym motorem do pracy.Zdarzało się, że byłem wypraszany z sali rozpraw dlatego, że obok mnie leżał kask motocyklowy, którego nie mogłem zostawić w szatni, gdyż regulamin nie przewidywał takiej możliwości. Konsekwentnie więc zająłem się przełamywaniem usankcjonowanego stereotypu mecenasa w dobrym garniturze i z dobrym samochodem. Z peryspektywy  lat wydaje mi się, że udowodniłem iż dobry mecenas może jeździć motorem i niekoniecznie chodzić w markowym garniturze.

Galeria zdjęć:

gzelaiżjunakjawamzmz1osashlsokółwfm1wsk1wsk2

Zwiń

Rozwiń

Przewiń do góry