Moja fascynacja motorami nie zakończyła się wraz z osiągnięciem wieku męskiego. Wprost przeciwnie. Wraz z kolegą, równie jak ja zauroczonym motocyklami, postanowiliśmy rozszerzyć przestrzeń naszych motorowych eksperymentów. Zaplanowaliśmy więc naszą pierwszą wyprawę w Alpy (2003r.) Byliśmy wówczas posiadaczami motorów typu Naked bike , które swoją nazwę zawdzięczają temu, iż są pozbawione owiewek oraz szyby przedniej i głównie z tego powodu nie nadają się na długie, turystyczne trasy. Zakupiliśmy więc maszyny turystyczno – sportowe: kolega - Hondę Varadero a ja – Suzuki V-Storm, o którym na stronie internetowej http://www.motocykl-online.pl pisano: „Gdy ukazał się w 2002 roku, od razu określono go jako podróżne enduro. Ale Suzuki V-Strom 1000 nie chce siedzieć w tej szufladzie. On wie, że jest maszyną do wszystkiego. Jak dobry kumpel.”
Dłuższy czas kompletowaliśmy niezbędne na taką długą wyprawę wyposażenie. Serfując po Internecie i wchodząc na motocyklowe fora udało nam się, głównie w Niemczech, zakupić elementy wyposażenia takie jak niezbędne do jazdy w deszczu, nawigację czy torby do rzeczy podręcznych na zbiorniki. Należy dodać, że wówczas w Polsce nie było jeszcze tak wyposażonych sklepów i tak dostępnych gadżetów dla marek motocykli, które nie były zbyt popularne.
Wreszcie skompletowaliśmy wyposażenie i przyszedł czas na wybór trasy. Wybraliśmy trasę przez Niemcy, Włochy, Austrię i Szwajcarię. Podczas wyprawy, która wydłużyła się nam do 2 tygodni przejechaliśmy ponad 3000 km. Konieczność częstych korekt trasy wymuszona była intensywnymi roztopami, które spowodowały nieprzejezdność wielu wybranych przez nas dróg. Wyjazd ten dostarczył nam wielu niezapomnianych do dziś wrażeń takich jak np. pobyt na najwyższej, przejezdnej alpejskiej przełęczy Passo di Stelvio, położonej 2757m.npm.
Podczas przejazdu przez te cztery kraje spotkaliśmy bardzo wielu motocyklistów, ale było wśród nich niestety niewielu Polaków. To co nas najbardziej zaskoczyło to życzliwość kierowców samochodowych i zwykłych mieszkańców wobec motocyklistów, której doświadczaliśmy na co dzień np. bezinteresowna pomoc deklarowana nam przy chowaniu motocykli. Byliśmy zszokowani faktem, że motocykliści traktowani są jak równoprawni użytkownicy drogi, a nie jak utrapienie – o czym mieliśmy się okazję przekonać jeżdżąc po drogach krajowych.
Do niezapomnianych momentów, które utkwiły w naszej pamięci należał zjazd do jeziora Garda położonego w północnych Włoszech w pobliżu Alp Trydenckich. Okolica jeziora jest regionem turystycznym z licznymi kurortami i miejscowościami turystycznymi, powszechnie uznanymi za raj dla miłośników sportów wodnych.
Zjazd ten wiązał się dla nas z jeszcze jedną - z perspektywy czasu zabawną – dolegliwością. Otóż ubrani byliśmy w motorowe kombinezony, które są wyjątkowo szczelne a ich zadaniem jest chronić motocyklistę przed zmianami pogody. Tak więc szczelnie zamknięci w kombinezonach zjeżdżaliśmy nad brzeg jeziora, coraz bardziej gotując się w swoim stroju, gdyż temperatura nad jeziorem osiągała poziom tropikalny. Zgodnie z zasadą Polak potrafi... chłodziliśmy się więc w............... hipermarketach na działach z mrożonkami, gdzie działały wielkie chłodnie. Było to chyba pierwsze w historii wykorzystanie działów spożywczych dla celów klimatyzacyjnych.
