Witaj na portalu poświęconym Bezpieczeństwu Ruchu Drogowego

Nasz portal został stworzony z myślą o wszystkich uczestnikach ruchu drogowego od pieszych poprzez dzieci, kierowców, rowerzystów po motocyklistów (...)

czytaj więcej czytaj

Kliknij rozwiń, aby przeczytać całość

Zobacz również: Statystyki, Porady, Filmy

BEZPIECZNI W DRODZE data 09.04.2010

Bezpieczna droga do i ze szkoły dzieci i młodzieży to priorytet z zakresu BRD w działaniach własnych realizowanych przez Gminy. Edukacja komunikacyjna dorosłych i dzieci staje się w realizacji tego zadania elementem niezwykle istotnym, jako że wywiera ona bezpośredni wpływ na życie i zdrowie tych najmłodszych uczestników ruchu drogowego. Profesjonalne i zgodne z przepisami zabezpieczenie przewozu dzieci do i ze szkoły obejmuje wypełnienie wielu przepisów z zakresu realizacji ustawy o ruchu drogowym a także ustaw i rozporzadzeń dotyczących sprawowania opieki nad maluchami.
W szczególnej sytuacji znajdują się zatrudnieni przez Gminę do wykonania tego zadania kierowcy autobusów szkolnych i opiekunowie, którzy odpowiedzialni są za zapewnienie dzieciom bezpieczeństwa w czasie przejazdu.Zbyt często są to osoby bez należytego przygotowania pedagogicznego i psychologicznego a ich sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że do tej pory nie ma precyzyjnych przepisów regulujących kwestię przewozu uczniów do i ze szkoły.


Dlatego w tej sytuacji do rangi strategicznych urastają szkolenia dla kierowców i opiekunów regularnie przeprowadzane przez gdański PORD w porozumieniu z zainteresowanymi gminami.


Szkolenia składają się z dwóch paneli edukacyjnych: jeden przeznaczony dla kierowców i drugi dla opiekunów. Podczas szkolenia jego uczestnicy nabywają wiedzę z zakresu obowiązujących przepisów prawa, psychologii, pedagogiki a także z zakresu udzielania pierwszej pomocy w razie wypadku. Przy omawianiu działań związanych z pierwsza pomocą ofiarom wypadków szczególną uwagę zwraca się na pomoc przedmedyczną, w zakres której wchodzą następujące działania:


- zabezpieczenie miejsca wypadku
najczęściej polega na zatrzymaniu ruchu w obrębie zdarzenia poprzez ustawienie trójkąta odblaskowego lub alternatywnie dobrze oświetlonego samochodu z włączonymi światłami awaryjnymi;
- sprawdzenie stanu poszkodowanych
określenie czy jest przytomny i czy można z nim nawiązać kontakt. Jeżeli poszkodowany nie reaguje na bodźce należy założyć, że jest nieprzytomny i ustalić czy jest zachowany oddech. Jeżeli ratownik nie wyczuwa oddechu, nie widzi unoszacej się klatki piersiowej należy przejść do resuscytacji
- prowadzenie resuscytacji krążeniowo - oddechowej
Celem podstawowych czynności resuscytacyjnych (BLS - Basic Life Support) jest zapewnienie krążenia i oddechu do czasu przybycia ekipy wykwalifikowanych ratowników.Resuscytacja to komleksowe działanie w obszarze pośredniego masażu serca oraz sztucznego oddychania
drogi oddechowe - zapewnij poszkodowanemu drożność dróg oddechowych i dostęp do powietrza
oddech - zapewnij poszkodowanemu "oddech" - jeśli poszkodowany nie oddycha przystąp do sztucznego oddychania
krążenie - zapewnij poszkodowanemu "krążenie" - jeśli nie wyczuwasz pulsu przystąp do masażu serca.
Resuscytacja jest skuteczna, jeśli pojawią się następujące objawy:
unoszenie się i opadanie klatki piersiowej w rytm wentylacji
tętno na dużych tętnicach
zaróżowienie skóry.
Należy pamiętać, że nieodwracalne zmiany w mózgu u poszkodowanego przebywającego w normalnych warunkach termicznych zaczynają się już po 4-6 min. niedotlenienia, a zmiany w sercu po 15-30 min.
- wezwanie pogotowia ratunkowego oraz zapewnienie sobie pomocy w przeprowadzaniu akcji
Pomoc powinno się wezwać natychmiast po określeniu stanu pokrzywdzonych i po zabezpieczeniu widocznych obrażeń ale przed rozpoczęciem resuscytacji. Priorytetem jest zapewnienie bezpieczeństwa ratownikowi i osobom postronnym. Ratownik bezwzględnie powinien unikać bezpośredniego kontaktu z krwią oraz używać specjalnych maseczek podczas sztucznego oddychania.


- wykonanie innych czynności ratunkowych


 


ilustracja do artykułu źródło:Źródło i prawa autorskie: Grupa Ratownictwa ProMedyk

Galeria zdjęć:

Źródło i prawa autorskie: Grupa Ratownictwa ProMedyk

Zwiń

Rozwiń

Troska o BRD rozpoczyna się już na egzaminie data 21.03.2010

Egzaminy na prawo jazdy kategorii „B” już od wielu lat wzbudzają nieustające emocje i stają się elementem społecznej dyskusji co do sposobu ich przeprowadzania i stopnia trudności. Wzbudzają wiele kontrowersji i prowadzą często do zachowań korupcjogennych. Dlaczego tak się dzieje i co powoduje , że stosunkowo tak niewiele osób zdaje egzamin za pierwszym podejściem. Wieloletnie doświadczenie najpierw jako egzaminatora a następnie nadzorującego egzaminy pozwala mi na sformułowanie kilku wniosków dotyczących tego tematu a wynikających z bezpośrednich obserwacji.

Trochę statystyki

Z analiz dotyczących stopnia zdawalności egzaminów wynika, że średnio 2 osoby na 10 zdających nie zalicza placu manewrowego, a 4 zdających na 10 popełnia tak kardynalne błędy podczas jazdy w ruchu drogowym, które natychmiast eliminują ich z grona potencjalnych kierowców a egzaminatora  zmuszają do przerwania egzaminu i wystawienia negatywnej oceny. Jedna osoba na 10 wprawdzie nie popełnia błędów wymagających natychmiastowej reakcji egzaminatora w formie przerwania egzaminu, ale ilość tzw. drobnych błędów popełnianych podczas jazdy egzaminacyjnej  jest tak duża, że praktycznie egzaminator postępujący zgodnie z instrukcją egzaminowania (Rozporządzenie z dnia z dnia 8 maja 2009 r. (DZ. U. NR 78 Z DNIA 25 MAJA 2009R. POZ. 653 zmieniające Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 27 października 2005 r. w sprawie szkolenia, egzaminowania i uzyskiwania uprawnień przez kierujących pojazdami, instruktorów i egzaminatorów) musi wystawić ocenę negatywną. Biorąc pod wagę fakt, że średnio 2 osoby na 10 zaliczają egzamin praktyczny bezbłędnie, to pozostaje raptem 1 osoba na statystycznych 10, co do których decyzje podejmowane przez egzaminatora mają pływ na końcową ocenę egzaminu. Tak więc statystyczna średnia zdawalność egzaminów kształtuje się na poziomie 30 – 35%.W roku 2008 w gdańskim PORD wynosiła ona 35,1%.Nie jest to oczywiście wskaźnik zły, ale mógłby być zdecydowanie lepszy gdyby udało się wdrożyć postulaty zawarte w tym tekście.

Na czym absolwenci kursów najczęściej uzyskują negatywną ocenę

Błędy popełniane przez zdających egzamin, w kontekście ich znaczenia dla BRD,  można podzielić na kilka grup.

I tak do najczęściej popełnianych kardynalnych błędów z punktu dyskwalifikujących egzaminowanego i skutkujących natychmiastowym przerwaniem egzaminu zalicza się:

*      nie ustąpienie pierwszeństwa przejazdu na skrzyżowaniu;

*      nie ustąpienie pierwszeństwa przejazdu podczas zmiany pasa ruchu

*      wjazd na czerwonym świetle

*      niestosowanie się do znaków drogowych

Druga kategoria błędów  - to błędy drobne, które występując pojedynczo nie pociągają za sobą negatywnych skutków natychmiast, natomiast skumulowane prowadzą do negatywnej oceny całego egzaminu. Do te grupy należą:

*      brak sygnalizowania zamierzonego manewru pojazdem poprzez odpowiednio wczesne włączenie kierunkowskazów

*      wybór niewłaściwego pasa ruchu

*      niewłaściwy sposób używania mechanizmu sterowana pojazdem przekładający się bezpośrednio na płynność jazdy jak np. wielokrotne gaśnięcie silnika przy próbie ruszania

*      nieprawidłowy tor jazdy

Z powyższego zestawienia wynika, że popełniane błędy mieszczą się w obszarze podstawowego wyszkolenia kierowców. Nie jest to więc żadna wyższa szkoła jazdy czy też wymagania z pogranicza abstrakcji.

Rodzi się więc pytanie

Czy można lepiej?

Tu odpowiedź jest jednoznaczna. Zdecydowanie tak.

A jak to zrobić? Doświadczenie podpowiada, że możliwe są alternatywne rozwiązania polegające na zmianie przepisów lub podniesieniu jakości szkolenia.

Zmiana przepisów tak aby np. dopuszczały popełnienie podczas egzaminu nie dwóch lecz czterech błędów jest sposobem bardzo populistyczny i nośnym medialnie ale i obciążonym olbrzymim ryzykiem. W prosty sposób prowadzi on bowiem do „produkcji” kierowców nieudaczników i postrachów na drodze skręcających nagle w lewo z niewłaściwego pasa, zmieniających pas ruchu przejeżdżając linię ciągłą, jadących 40km/h lewym pasem czy zatrzymujących się na każdym skrzyżowaniu aby opuścić go grubo po wszystkich innych kierujących. Wydaje się, że pomimo istnienia określonego lobby tego typu liberalizacja przepisów w kontekście tragicznych statystyk drogowych w najbliższym czasie jest jednak mało realna.

Podniesienie jakości szkolenia to sposób możliwy do wdrożenia od zaraz a jego skuteczność jest nie do przecenienia. Jego realizacja wymaga jedynie zdecydowanej weryfikacji przez rynek. Szkoły nauki jazdy wyrastają bowiem jak przysłowiowe „grzyby po deszczu” a konkurują między sobą przede wszystkim ceną, jakość pozostawiając daleko w tle. Z nielicznymi wyjątkami. Funkcjonują bowiem na rynku także i takie, nieliczne ośrodki szkoleniowe, z których wychodzą właśnie ci statystyczni dwaj kursanci na dziesięciu , którzy egzamin na prawo jazdy zdają za pierwszym podejściem. Wykaz tych najlepszych znajduje się w każdym Starostwie Powiatowym i jest dostępny publicznie. Rankingi szkół są także publikowane w prasie. Po co o tym wspominam? Otóż po to, aby uświadomić wszystkim, że to właśnie Wy jesteście tym regulatorem rynku, który może podnieść jakość kursów eliminując z rynku bylejakość i niekompetencje. Bowiem wyższa jakość szkolenia to mniej egzaminów powtórkowych, większa zdawalność od pierwszego podejścia  a co za tym idzie czysty zysk finansowy dla przyszłego kierowcy, nie wspominając o zaoszczędzonych nerwach.

Jak się szkolić

Można byłoby odpowiedzieć jednym słowem – skutecznie. Ale zdaję sobie sprawę, że problem jest niestety bardziej złożony. Bo jak znaleźć logiczne wytłumaczenie faktu, że jedne szkoły jazdy mają zdawalność zaledwie na poziomie 10% a inne na poziomie 50% i więcej? Czy możliwy jest permanentny zbieg okoliczności, że do jednych trafiają sami uzdolnieni adepci na przyszłego mistrza kierownicy a do innych wyłącznie tacy którzy nie mają „smykałki” do prowadzenia samochodu? Jak wytłumaczyć różnicę pomiędzy cenami kursu na tę samą kategorię sięgającą nawet 500zł? W jakich kategoriach oceniać fakt, że kursant zdaje bez problemu egzamin wewnętrzny, który jest ustawowo wymagany na zakończenie kursu a na państwowym egzaminie  popełnia ponad 10 błędów w teście i nie potrafi zmieścić się podczas przejazdu na 3-metrowym pasie  ruchu a  podczas przejazdu po mieście popełnia kardynalne błędy ? Czyżby stres egzaminacyjny, tak często używany jako usprawiedliwienie nie zdanego egzaminu był domeną szkół o niskim współczynniku zdawalności , którym na dodatek jeszcze trafili się słuchacze o słabej odporności psychicznej?

Wydaje mi się, że nie trzeba wybitnych autorytetów aby zasiać uzasadnione wątpliwości. Nie trzeba także wybitnych zdolności aby właściwie ułożyć te puzzle. W dobie tak gwałtownego przyboru samochodów poruszających się po naszych drogach, a co za tym idzie także nowych kierowców, nas jako społeczeństwo nie stać na tolerowanie bylejakości szkolenia i szkół nastawionych tylko na wyciąganie pieniędzy. Dlatego też przy wyborze ośrodka nie należy kierować się wyłącznie kryterium cen. Proszę pamiętać, że jakość zawsze posiada określoną cenę. Nie da się kupić Mercedesa w cenie „Malucha”

Aby te pytania nie pozostały wyłączne pytaniami retorycznymi podaję poniżej  kilka „złotych zasad poprawnej jazdy”:

Ø      Należy bezwzględnie wymagać od instruktora szkolenia w pełnym ruchu

Ø      Szkolenie powinno odbywać się podczas jazdy pasem ruchu z lusterkami ustawionymi zgodnie z instrukcją egzaminowania , którą każdy instruktor powinien znać jak tabliczkę mnożenia.

Ø      Należy pamiętać ze na drodze jednokierunkowej skręca się w lewo, ustawiając się przy lewej krawędzi jezdni

Ø      Patrzeć uważnie i ze zrozumieniem czytać znaki drogowe,.

Ø      Bezwzględnie należy włączać kierunkowskaz podczas omijania przeszkody na drodze niezależnie od tego czy wystaje ona na pas ruchu pól mera czy dwa metry

Ø      Dojeżdżać do przejścia dla pieszych ze świadomością, że może się na nim w każdej chwili pojawić pieszy lub grupa pieszych

Ø      Dojeżdżając do skrzyżowania z sygnalizacją świetlną należy pamiętać, że zielone światło nie trwa wiecznie

Ø      Należy pamiętać, że wyjeżdżając z drogi podporządkowanej kierowca jest zobowiązany ustąpić pierwszeństwa przejazdu a nie wymuszać go przed pojazdem, który to pierwszeństwo posiada


Egzaminator „ludzki” czy merytoryczny



Pracę egzaminatora podczas egzaminu szczegółowo określa instrukcja egzaminowania , którą regulują przepisy przytoczone powyżej. Praktycznie nie pozostawia ona egzaminatorowi żadnego pola manewru. Egzaminatorzy wielokrotnie byli karani za tzw. „dobre serce”, a niektórzy nawet musieli pożegnać się z zawodem. Z czystej więc- kolokwialnie mówiąc – ostrożności procesowej przyjmują postawę służbisty i nie wykraczają poza zapisy instrukcji. Sprzyja temu także brak precyzyjnych zapisów w obowiązujących aktach prawnych. Dlatego też egzaminator nie przymknie oka na sytuację drogową, która może np. doprowadzić do kolizji na drodze z prostego powodu. Otóż ani ustawa Prawo o Ruchu Drogowym ani Kodeks Karny nie definiują w sposób jednoznaczny odpowiedzialności za kolizję popełnioną na drodze przez osobę egzaminowaną. Zwyczajowo uważa się , że taka odpowiedzialność ponosi egzaminator. Takie jest też orzecznictwo sądów. Trudno więc oczekiwać, że egzaminator zaryzykuje sytuację, której konsekwencje mogą być dla niego bardzo restrykcyjne.

Poza tym , w ostatnim czasie zrobiono także bardzo wiele w sensie technicznym aby kontrolować przebieg egzaminów. Pojazdy egzaminacyjne zostały wyposażone w dźwiękowe kamery, które rejestrują cały przebieg egzaminu. W egzaminie może uczestniczyć instruktor, który przygotowywał danego kandydata na kierowcę a sam egzaminowany ma prawo, po dwóch niezaliczonych egzaminach, zażyczyć sobie obecności osoby nadzorującej podczas kolejnego egzaminu. Ponadto egzaminatorzy są kontrolowani przez Egzaminatora Nadzorującego oraz przez Urząd Marszałkowski. I sprawa ostatnia, ale być może najważniejsza. Egzaminatorzy i egzaminowani są kojarzeni ze sobą losowo za pomocą losowania komputerowego w oparciu o program stworzony właśnie dla potrzeb egzaminów przez Instytut Transportu Samochodowego w Warszawie.

System monitorowania jest więc wielopoziomowy i praktycznie eliminuje możliwości popełnienia jakichkolwiek nadużyć oraz gwarantuje profesjonalny technicznie proces przeprowadzania egzaminów dla kandydatów na kierowców.

            Reasumując należy podkreślić, że zrobiono wiele by proces egzaminowania odbywał się w sposób prawidłowy . Większość ośrodków szkolenia kierowców swoje obowiązki wykonuje z należytą starannością i dlatego przy wyborze ośrodka szkolenia kierowców zalecałbym aby jako podstawowe kryterium przyjąć poziom zdawalności, a dopiero na drugim miejscu kierować się ceną kursu.


                                                                                    Andrzej Pepliński

                                                                             Egzaminator Nadzorujący

                                                                                     PORD w Gdańsku

Zwiń

Rozwiń

Dziesięć grzechów głównych polskich kierowców data 21.03.2010

1. NADMIERNA PRĘDKOŚĆ

Gdyby wszyscy kierowcy kierowali się antyczną zasadą festina lente (śpiesz się powoli), w 2003 r. byłoby o ponad 11 tys. wypadków mniej, a 1650 osób ciągle by żyło. Z policyjnych statystyk wynika jednak jasno, że niewielu polskich kierowców potrafi spieszyć się powoli. Przecież bezsensem jest narażanie ludzkiego życia dla tych kilku minut, które zyskamy, pędząc na łeb na szyję.

2. AGRESJA

Któż jej nie doświadczył? Kto jej nie uległ? Zaczyna się od wyzwisk i niewybrednych gestów wobec innych kierowców, kończy na łamaniu przepisów. Wyprzedzanie na siłę, pod górkę, na zakręcie, bez rozpoznania sytuacji na drodze. Skręcanie z niewłaściwego pasa. Zajeżdżanie drogi. Wciskanie się na siłę na pas ruchu. Przeskakiwanie z pasa na pas. Przykładów nie brakuje.

Takie zachowanie ma wiele przyczyn: cudzy błąd, nieoczekiwany korek, karzący klakson czy wymowny gest. Młodzi kierowcy uważają, że agresją zdobędą poklask jadących z nimi rówieśników. Jest też grupa kierowców, którzy tylko takim zachowaniem mogą rozładować rosnące w nich napięcie.

3. WYSOKA SAMOOCENA

Sondaże mówią jasno: mamy świetną opinię o własnych umiejętnościach. I jednocześnie cieszymy się znacznie gorszą opinią w oczach innych kierowców. Więcej, mamy lepsze mniemanie o sobie niż mieszkańcy Europy Zachodniej, co nie znajduje niestety potwierdzenia w statystykach wypadków. Poza tym Polacy często z wyższością odnoszą się do innych kierowców. Nie mówiąc już o pieszych i rowerzystach.
Na tyle cenimy własne umiejętności, że w ogóle negujemy możliwość spowodowania wypadku. Myślimy: nawet jeśli już dojdzie do niebezpiecznej sytuacji, nasze talenty pozwolą nam wyjść ze wszystkiego obronną ręką.

4. ALKOHOL

Choć nikogo nie trzeba przekonywać o zgubnych skutkach jazdy po kielichu, codziennie przybywa kierowców, którzy jadą na podwójnym gazie.

Policja średnio co godzinę zatrzymywała blisko 20 nietrzeźwych kierowców a ta liczba stale rośnie. W roku 2005 zatrzymano 192210 nietrzeźwych kierowców. Do września 2006 było ich już 151864 to o 3043 osoby więcej niż w analogicznym okresie roku 2005. A ilu takim potencjalnym zabójcą udało się uniknąć kontroli policyjnej?

5. ODPORNOŚĆ NA ARGUMENTY

Że co? Że jazda po pijanemu jest niebezpieczna? Że należy jechać z przepisaną prędkością? W pasach? Brednie!

Niestety, taki przerażający schemat myślenia powiela sporo kierowców. Nie docierają do nich statystyki wypadków, są głusi na opinie specjalistów, odporni na argumenty. Uważają, że to wszystko ich nie dotyczy. Że są ponad tym. Nie chcą przyjąć odpowiedzialności za spowodowanie wypadku, przyznać się do błędu. Są w końcu lepsi. To wina innych kierowców, uważają. Ewentualnie niezależnych od nikogo okoliczności.

6. LEKCEWAŻENIE PRZEPISÓW

Mimo że przepisy ułatwiają bezpieczne przemieszczanie się z punktu A do punktu B, wielu kierowców ma do nich nonszalancki, jeśli nie lekceważący stosunek. W kodeksie drogowym nie znajdziesz przepisu, który nie byłby złamany. Z drugiej strony osoby naruszające prawo wyzwalają agresję innych kierowców. A czym jest agresja za kierownicą? Patrz wyżej.
Kierowcy często traktują przepisy jako sposób na utrudnianie im życia. Zamiast się im podporządkować.

7. WYMUSZANIE PIERWSZEŃSTWA

Nie, nie myliłeś się, masz pierwszeństwo. Tak? To co w takim razie robi ten samochód, który z dużą prędkością jedzie wprost na ciebie? Podobne sytuacje zdarzają się niestety za często.

Często też przyczyną wypadku jest egzekwowanie naszego pierwszeństwa. Napis z nagrobka pewnego kierowcy...

"Tu leży ten co miał pierwszeństwo przejazdu i koniecznie chciał z niego skorzystać".


8. OMIJANIE I WYPRZEDZANIE NA PRZEJŚCIU

Samochód właśnie zatrzymał się przed zebrą, żeby pieszy mógł spokojnie przejść na drugą stronę jezdni. Pieszy jest jednak jeszcze schowany za autem, tak że nadjeżdżający właśnie wóz wcale go nie widzi. Kierowca omija pojazd, taranując przechodnia.

Nie bez kozery za wyprzedzanie na przejściach dla pieszych lub bezpośrednio przed nimi ustawodawca przewidział aż 9 punktów karnych. Wielu kierowców po prostu nie liczy się z pieszymi.

9. JAZDA BEZ KIERUNKOWSKAZÓW

Równie nagminne, co niebezpieczne. Najwidoczniej tacy kierowcy postrzegają innych jako jasnowidzów zdolnych przewidzieć ich każdy następny manewr. Okazji do zbagatelizowania roli kierunkowskazów nie brakuje. Zjazd w boczną drogę, rozpoczęcie i zakończenie manewru wyprzedzania, zmiana pasa. Osobnym rozdziałem są delikwenci, którzy włączają migacze w trakcie manewru albo poniewczasie.

Nie dość, że niektórzy kierowcy nie sygnalizują skrętu, to jeszcze ich zachowanie wcale nie wskazuje, że w ogóle mają zamiar skręcić. Jadą prawym pasem i nagle skręcają w lewo. Znane są też przypadki, w których przed skrętem w lewo zjeżdżają na przeciwległy pas ruchu. W małych miejscowościach zdarza się, że kierowca w ogóle nie zaprząta sobie głowy kierunkowskazami. W końcu jego czerwonego dużego Fiata znają wszyscy w okolicy, więc każdy i tak wie, gdzie skręci.

10. NIEDOZWOLONE ZAWRACANIE

Zdarzają się kierowcy, którzy zawracając, w ogóle nie zawracają sobie głowy sytuacją na drodze. Tymczasem kodeks drogowy wyraźnie zabrania zawracania, w przypadku kiedy taki manewr może utrudnić ruch innym pojazdom. Mniej egoizmu, więcej przewidywalności.

Kolejność występków nie odzwierciedla ich szkodliwości.

Aby zaoszczędzić kilkaset złotych i uniknąć punktów karnych za wykroczenia drogowe, warto zapoznać się i stosować...

Źródło: http://www.pierwszapomoc.net.pl/artykuly001.html

Zwiń

Rozwiń

GDY ROZUM ZASYPIA data 19.03.2010

     Lakoniczna , ale jakże dramatyczna informacja prasowa : "na rogu ul.Piaskowej i Chylońskiej w Gdyni zginęli trzej bracia.. Na auto, którym jechali, wpadł jadący z prędkością 160 km/godz. Opel. Kierowca Opla świętował 19 urodziny i mając 2 promile alkoholu we krwi postanowił zafundować sobie przejażdżkę wraz ze znajomymi samochodem, który dostał w prezencie od rodziców. Miał za sobą pięć nieskutecznych podejść do egzaminu na prawo jazdy. Za kierowniczą staranowanego samochodu także siedział młody 19-letni kierowca, który wiózł swoich dwóch braci w wieku 15 i 9 lat. W ciągu kilkunastu sekund jakaś kobieta - matka - straciła wszystkie swoje dzieci. Czy został jej chociaż jeden powód aby dalej żyć? Gdzie nagle zginęła rodzina , którą budowała przez przynajmniej dwadzieścia lat? Jak będzie wyglądało życie sprawcy wypadku ze świadomością, że zabił troje ludzi, swoich rówieśników przed, którymi życie dopiero zaczęło otwierać swoje rozdziały? Jak przeżyje lata w więzieniu do którego zapewne trafi po takiej zbrodni? Tak, właśnie zbrodni popełnionej na dodatek z premedytacją, bo każdy kto po "kielichu" siada za kierownica planuje dokonanie morderstwa. Pytnia , pytania, pytania.... Zawsze te same i pojawiają się za każdym razem , kiedy dochodzi do tragedii na drodze. Teoretycznie wszyscy znamy odpowiedź, Szczególnie rodzice. Więc co się takiego dzieje, że cały czas ten koszmar trwa. Dlaczego atawistyczne przekonanie, że owszem innych to tak, ale nas przecież nic takiego spotkać nie może, wyłacza zdrowy rozsadek? Dlaczego nadal obdarowujemy nasze dzieci śmiercionośnymi "gadżetami"? Czyżbyśmy w ten sposób zagłuszali swoje sumienie, które wyje jak syrena alarmowa ,że czasu którego nie poświęcamy swoim dzieciom nie da się w żaden sposób zrekompensować? Tak, śpieszmy się kochać nasze dzieci.............. Niektórzy z nas, rodziców i wychowawców, na szczęście zaczynają pomału odczarowywać rzeczywistość i stają do bolesnej konfrontacji z ignorancją i arogancją lub często po prostu z niewiedzą i brakiem wyobraźni. Dyrekcja Liceum Ogólnokształcącego nr IX w Gdyni , której absolwentem był tragicznie zmarły kierowca hyundaia, postanowiła przemówić do sumień i wyobraźni młodzieży i ich rodziców. Doświadczeni pracownicy PORD - u, panowie Franciszek Romanowicz i Krzysztof Chmielewski zostali poproszeni o to, aby wspólnie z psychologiem wygłosić pogadankę dotyczącą bezpieczeństwa na drodze w taki sposób aby zadziałała ona na "uśpioną" wyobraźnię i skutecznie konkurowała z nadmiarem adrenaliny i brawury. 140 uczniów szkoły obejrzało więc film Pt. "Masz jedno życie" , który podczas projekcji komentowany był przez obydwu panów. Film z gatunku mocnych obejrzano w milczeniu, z dużą refleksją wewnętrzną. Drastyczność przekazu i jego porażająca wymowa pozostawiły bez wątpienia trwały edukacyjny ślad w młodych, rozgrzanych głowach. Rodzicom natomiast przybliżono zagrożenia czyhające na ich dzieci na drodze w szczególności zaś uczulono na sytuacje związane ze studniówkami, tak popularnymi "osiemnastkami" i dyskotekami gdzie prawdopodobieństwo spożywania alkoholu graniczy z pewnością. Ciągle jeszcze spotkania takie odbywają się za rzadko w stosunku do liczby tragedii rozgrywających się na drodze. Z nadzieją więc przyjąć należy wprowadzenie do szkół nowego przedmiotu - wychowanie komunikacyjne.

Zwiń

Rozwiń

Opowiedz nam swoją historię data 17.03.2010

Jedna chwila...ułamek sekundy...i już nic nie jest tak jak było. Życie wywraca się do góry nogami bo... stajemy się ofiarą wypadku drogowego. Rozpoczyna sięWasz osobisty "the day after" Do góry nogami wywraca się nie tylko nasze życie , ale także życie naszych najbliższych. To oni są przy nas w najtrudniejszych momentach, dzięki nim udaje się wrócić do tzw. "normalności" Ale zawsze droga jest długa i bolesna. Przez jedną chwilę brawury, zapomnienia, lekkomyślności czy chęci podniesienia sobie adrenaliny. Ten cykl poświęcamy tym co przeżyli - podzielcie się swoimi doświadczeniami. Opowiedzcie o tym jak ciężko jest wrócić ponownie do codzienności, ile bólu i wysiłku trzeba znieść aby się nie poddać. Ile trzeba mieć siły aby walczyć o siebie czy swoich bliskich. To cykl adresowany także do tych, którzy wyszli "cudem" , bez szwanku, ze zdarzeń drogowych, z których teoretycznie nie powinni byli wyjść. Jak ta druga szansa wpłynęła na wasze życie. Przysyłajcie nam swoje historie na adres: bezpieczeństwo@pord.pl Wszystkie otrzymane historie zostaną opublikowane na stronie: www.bezpieczenstwo.pord.pl


Lara napisała: To zdarzyło się w pełni lata - 7sierpnia 1977r. Rano - jak każdego dnia wcześniej- odwiozłam do swojej mamy mojego 10 miesięcznego wówczas synka a sama po zrobieniu zakupów wracałam do domu, gdzie czekała na ukończenie moja praca magisterska. Jeszcze kilka poprawek trochę stylistycznego retuszu i będzie można ją oddać do przepisania maszynistce ( nie było wówczas komputerów) i spokojnie przygotowywać się do październikowej obrony. Mieszkałam w Gdyni, na wprost dworca PKP. Przejście dla pieszych na ul. Morskiej vis a vis apteki nie było wówczas dwuetapowe, i nie posiadało sygnalizacji świetlnej. Po wyjściu z trolejbusu, wraz z grupą pieszych, obładowana zakupami czekałam na przejście. W końcu na prawym pasie zatrzymał się samochód aby przepuścić grupę oczkujących. Weszliśmy na jezdnię całą grupą. Byłam już prawie na przeciwległym krawężniku kiedy nagle ogarnęła mnie ciemność. Nie wiem jak długo to trwało, ale pamiętam jak usłyszał głos wołający mnie po imieniu. Najpierw dochodził on do mnie jak z głębokiej studni i stopniowo się przybliżał. Z wysiłkiem otworzyłam oczy i zobaczyłam pochylającego się nade mną mężczyznę z brodą w białym fartuchu. Usłyszałam jak powiedział do osób obok "Mamy ją - wróciła". Zorientowałam się , że leżę na trawie. Wydało mi się to zupełnie nielogiczne więc próbowałam wstać i wówczas człowiek w białym fartuchu zaczął przyciskać mnie do ziemi mówiąc: "miała pani wypadek  zabieramy panią do szpitala". Zbaraniałam. Odpowiadam więc: nigdzie nie pojadę, nic mi nie jest, ja mieszkam po drugiej stronie więc spokojnie sobie wstanę i pójdę do domu. "Nigdzie pani nie pójdzie " odpowiada człowiek w fartuchu- jest pani ranna, zabieramy panią do szpitala". Zezłościł mnie więc zaczęłam się z nim szarpać. W pewnym momencie coś zaczęło mi spływać na oczy. Mimochodem przetarłam twarz ręką. Zobaczyłam krew, dużo krwi. Już nie protestowałam, pozwoliłam się odwieźć do szpitala facetowi w fartuchu, który okazał się lekarzem. Z uporem maniaka pilnowałam swoich zakupów - obawiałam się że zostaną ukradzione. Na sygnale dostarczono mnie na izbę przyjęć. Młoda lekarka, przez szkło powiększające zaczęła usuwać mi ze skroni odłamki kości. Widziałam jak nachyla się nade mną cały czas zadając jakieś niedorzeczne pytania i zmuszając mnie do odpowiadania na nie. Nie dostałam żadnego znieczulenia ale i tak nie czułam bólu. Straciłam poczucie czasu. Z obandażowaną głową położono mnie na wózek z pojemnikiem pod uchem, do którego płynęła krew. Minęły wieki zanim zrobiono mi rentgen. Wreszcie zostałam przewieziona na salę. Zjawił się ściągnięty z pracy mój mąż i teściowa. Pozwolono im zostać na noc. Dużo później dowiedziałam się, że miała to być ostatnia noc w moim życiu. Co pamiętam z tej nocy ? Niewiele. Balansowałam na jakiejś cienkiej linii pomiędzy realem a czarną dziurą , w którą co chwilę zapadałam. Wciągała mnie ona jak ruchome piaski. W realu była moja rodzina, mój mały synek, któremu byłam bardzo potrzebna. Pomiędzy tymi dwoma bytami była ręka mojego męża lub mojej teściowej, którą rozpaczliwie trzymałam. Wiedziałam, że jak puszczę pochłonie mnie czarna dziura. Ich ręce były poranione moimi paznokciami. 24 godziny walki o życie i wreszcie diagnoza - kryzys minął. Ale powstały pod czaszką krwiaki, które zdaniem lekarzy ? należało usunąć robiąc trepanację. Rodzina się nie zgodziła Leżałam w szpitalu 3 tygodnie. W czasie wypadku doznałam złamania podstawy czaszki, stłuczenia pnia mózgu, uszkodzenia błędnika, strzaskania kości skroniowej oraz połamania wszystkich żeber. Po wyjściu do domu czekało mnie 9 miesięcy rehabilitacji i 2 lata życia na psychotropach , bo obrażenia neurologiczne głowy nie pozwalały na normalne życie. Uszkodzenie błędnika spowodowało, że nie byłam w stanie sama zejść ze schodów ani przejść przez ulicę. Nie umiałam ocenić odległości. Kiedy schodząc ze schodów spojrzałam w dół traciłam równowagę i natychmiast zalewała mnie fala mdłości. Ale najgorsza była opinia neurologa - nie może mieć pani więcej dzieci, bo poród może skończyć się tragicznie. Nie umiałam się z tym pogodzić. Świadomie zaryzykowałam i po czterech latach urodziłam drugiego syna. To było moje zwycięstwo nad ofiarą wypadku jaką byłam wcześniej. Dochodzenie milicji ujawniło, że sprawcą wypadku był 19 - latek robiący właśnie kurs prawa jazdy. Jechał z instruktorem i wyprzedzał lewym pasem na przejściu dla pieszych. Nawet nie podjął próby hamowania. Droga hamowania po wypadku pozwoliła określić, że jechał z prędkością ok.90km/godz. Nie miałam prawa przeżyć a jednak?. Chyba dlatego, że to był maluch. Jak sobie radzę? Stres pourazowy pokonałam dopiero po urodzeniu drugiego dziecka. A 10 lat po wypadku zrobiłam prawo jazdy i dopiero wówczas przestałam być ofiarą wypadku i pomału zaczęłam zapominać. Ale do dziś pozostał mi niedosłuch na jedno ucho, napadowe bóle głowy trudne do wytrzymania oraz strach przed przechodzeniem przez jezdnię na przejściach gdzie nie ma sygnalizacji świetlnej. W dalszym ciągu mam też problem z oceną odległości, szczególnie wieczorem. Mój komfort życia uległ jakościowemu pogorszeniu ale przez 32 lata po wypadku nauczyłam się żyć z ograniczeniami, które wypadek narzucił. Ale to co opisałam zapisało się ze szczegółami w mojej pamięci jak na twardym dysku komputera. Po 32 latach poznałabym pewnie twarz lekarza, który mnie reanimował wtedy - 7 sierpnia 1977r. Czasami koszmar powraca w snach.

Zwiń

Rozwiń

Przewiń do góry