Egzaminy na prawo jazdy kategorii „B” już od wielu lat wzbudzają nieustające emocje i stają się elementem społecznej dyskusji co do sposobu ich przeprowadzania i stopnia trudności. Wzbudzają wiele kontrowersji i prowadzą często do zachowań korupcjogennych. Dlaczego tak się dzieje i co powoduje , że stosunkowo tak niewiele osób zdaje egzamin za pierwszym podejściem. Wieloletnie doświadczenie najpierw jako egzaminatora a następnie nadzorującego egzaminy pozwala mi na sformułowanie kilku wniosków dotyczących tego tematu a wynikających z bezpośrednich obserwacji.
Trochę statystyki
Z analiz dotyczących stopnia zdawalności egzaminów wynika, że średnio 2 osoby na 10 zdających nie zalicza placu manewrowego, a 4 zdających na 10 popełnia tak kardynalne błędy podczas jazdy w ruchu drogowym, które natychmiast eliminują ich z grona potencjalnych kierowców a egzaminatora zmuszają do przerwania egzaminu i wystawienia negatywnej oceny. Jedna osoba na 10 wprawdzie nie popełnia błędów wymagających natychmiastowej reakcji egzaminatora w formie przerwania egzaminu, ale ilość tzw. drobnych błędów popełnianych podczas jazdy egzaminacyjnej jest tak duża, że praktycznie egzaminator postępujący zgodnie z instrukcją egzaminowania (Rozporządzenie z dnia z dnia 8 maja 2009 r. (DZ. U. NR 78 Z DNIA 25 MAJA 2009R. POZ. 653 zmieniające Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 27 października 2005 r. w sprawie szkolenia, egzaminowania i uzyskiwania uprawnień przez kierujących pojazdami, instruktorów i egzaminatorów) musi wystawić ocenę negatywną. Biorąc pod wagę fakt, że średnio 2 osoby na 10 zaliczają egzamin praktyczny bezbłędnie, to pozostaje raptem 1 osoba na statystycznych 10, co do których decyzje podejmowane przez egzaminatora mają pływ na końcową ocenę egzaminu. Tak więc statystyczna średnia zdawalność egzaminów kształtuje się na poziomie 30 – 35%.W roku 2008 w gdańskim PORD wynosiła ona 35,1%.Nie jest to oczywiście wskaźnik zły, ale mógłby być zdecydowanie lepszy gdyby udało się wdrożyć postulaty zawarte w tym tekście.
Na czym absolwenci kursów najczęściej uzyskują negatywną ocenę
Błędy popełniane przez zdających egzamin, w kontekście ich znaczenia dla BRD, można podzielić na kilka grup.
I tak do najczęściej popełnianych kardynalnych błędów z punktu dyskwalifikujących egzaminowanego i skutkujących natychmiastowym przerwaniem egzaminu zalicza się:
* nie ustąpienie pierwszeństwa przejazdu na skrzyżowaniu;
* nie ustąpienie pierwszeństwa przejazdu podczas zmiany pasa ruchu
* wjazd na czerwonym świetle
* niestosowanie się do znaków drogowych
Druga kategoria błędów - to błędy drobne, które występując pojedynczo nie pociągają za sobą negatywnych skutków natychmiast, natomiast skumulowane prowadzą do negatywnej oceny całego egzaminu. Do te grupy należą:
* brak sygnalizowania zamierzonego manewru pojazdem poprzez odpowiednio wczesne włączenie kierunkowskazów
* wybór niewłaściwego pasa ruchu
* niewłaściwy sposób używania mechanizmu sterowana pojazdem przekładający się bezpośrednio na płynność jazdy jak np. wielokrotne gaśnięcie silnika przy próbie ruszania
* nieprawidłowy tor jazdy
Z powyższego zestawienia wynika, że popełniane błędy mieszczą się w obszarze podstawowego wyszkolenia kierowców. Nie jest to więc żadna wyższa szkoła jazdy czy też wymagania z pogranicza abstrakcji.
Rodzi się więc pytanie
Czy można lepiej?
Tu odpowiedź jest jednoznaczna. Zdecydowanie tak.
A jak to zrobić? Doświadczenie podpowiada, że możliwe są alternatywne rozwiązania polegające na zmianie przepisów lub podniesieniu jakości szkolenia.
Zmiana przepisów tak aby np. dopuszczały popełnienie podczas egzaminu nie dwóch lecz czterech błędów jest sposobem bardzo populistyczny i nośnym medialnie ale i obciążonym olbrzymim ryzykiem. W prosty sposób prowadzi on bowiem do „produkcji” kierowców nieudaczników i postrachów na drodze skręcających nagle w lewo z niewłaściwego pasa, zmieniających pas ruchu przejeżdżając linię ciągłą, jadących 40km/h lewym pasem czy zatrzymujących się na każdym skrzyżowaniu aby opuścić go grubo po wszystkich innych kierujących. Wydaje się, że pomimo istnienia określonego lobby tego typu liberalizacja przepisów w kontekście tragicznych statystyk drogowych w najbliższym czasie jest jednak mało realna.
Podniesienie jakości szkolenia to sposób możliwy do wdrożenia od zaraz a jego skuteczność jest nie do przecenienia. Jego realizacja wymaga jedynie zdecydowanej weryfikacji przez rynek. Szkoły nauki jazdy wyrastają bowiem jak przysłowiowe „grzyby po deszczu” a konkurują między sobą przede wszystkim ceną, jakość pozostawiając daleko w tle. Z nielicznymi wyjątkami. Funkcjonują bowiem na rynku także i takie, nieliczne ośrodki szkoleniowe, z których wychodzą właśnie ci statystyczni dwaj kursanci na dziesięciu , którzy egzamin na prawo jazdy zdają za pierwszym podejściem. Wykaz tych najlepszych znajduje się w każdym Starostwie Powiatowym i jest dostępny publicznie. Rankingi szkół są także publikowane w prasie. Po co o tym wspominam? Otóż po to, aby uświadomić wszystkim, że to właśnie Wy jesteście tym regulatorem rynku, który może podnieść jakość kursów eliminując z rynku bylejakość i niekompetencje. Bowiem wyższa jakość szkolenia to mniej egzaminów powtórkowych, większa zdawalność od pierwszego podejścia a co za tym idzie czysty zysk finansowy dla przyszłego kierowcy, nie wspominając o zaoszczędzonych nerwach.
Jak się szkolić
Można byłoby odpowiedzieć jednym słowem – skutecznie. Ale zdaję sobie sprawę, że problem jest niestety bardziej złożony. Bo jak znaleźć logiczne wytłumaczenie faktu, że jedne szkoły jazdy mają zdawalność zaledwie na poziomie 10% a inne na poziomie 50% i więcej? Czy możliwy jest permanentny zbieg okoliczności, że do jednych trafiają sami uzdolnieni adepci na przyszłego mistrza kierownicy a do innych wyłącznie tacy którzy nie mają „smykałki” do prowadzenia samochodu? Jak wytłumaczyć różnicę pomiędzy cenami kursu na tę samą kategorię sięgającą nawet 500zł? W jakich kategoriach oceniać fakt, że kursant zdaje bez problemu egzamin wewnętrzny, który jest ustawowo wymagany na zakończenie kursu a na państwowym egzaminie popełnia ponad 10 błędów w teście i nie potrafi zmieścić się podczas przejazdu na 3-metrowym pasie ruchu a podczas przejazdu po mieście popełnia kardynalne błędy ? Czyżby stres egzaminacyjny, tak często używany jako usprawiedliwienie nie zdanego egzaminu był domeną szkół o niskim współczynniku zdawalności , którym na dodatek jeszcze trafili się słuchacze o słabej odporności psychicznej?
Wydaje mi się, że nie trzeba wybitnych autorytetów aby zasiać uzasadnione wątpliwości. Nie trzeba także wybitnych zdolności aby właściwie ułożyć te puzzle. W dobie tak gwałtownego przyboru samochodów poruszających się po naszych drogach, a co za tym idzie także nowych kierowców, nas jako społeczeństwo nie stać na tolerowanie bylejakości szkolenia i szkół nastawionych tylko na wyciąganie pieniędzy. Dlatego też przy wyborze ośrodka nie należy kierować się wyłącznie kryterium cen. Proszę pamiętać, że jakość zawsze posiada określoną cenę. Nie da się kupić Mercedesa w cenie „Malucha”
Aby te pytania nie pozostały wyłączne pytaniami retorycznymi podaję poniżej kilka „złotych zasad poprawnej jazdy”:
Ø Należy bezwzględnie wymagać od instruktora szkolenia w pełnym ruchu
Ø Szkolenie powinno odbywać się podczas jazdy pasem ruchu z lusterkami ustawionymi zgodnie z instrukcją egzaminowania , którą każdy instruktor powinien znać jak tabliczkę mnożenia.
Ø Należy pamiętać ze na drodze jednokierunkowej skręca się w lewo, ustawiając się przy lewej krawędzi jezdni
Ø Patrzeć uważnie i ze zrozumieniem czytać znaki drogowe,.
Ø Bezwzględnie należy włączać kierunkowskaz podczas omijania przeszkody na drodze niezależnie od tego czy wystaje ona na pas ruchu pól mera czy dwa metry
Ø Dojeżdżać do przejścia dla pieszych ze świadomością, że może się na nim w każdej chwili pojawić pieszy lub grupa pieszych
Ø Dojeżdżając do skrzyżowania z sygnalizacją świetlną należy pamiętać, że zielone światło nie trwa wiecznie
Ø Należy pamiętać, że wyjeżdżając z drogi podporządkowanej kierowca jest zobowiązany ustąpić pierwszeństwa przejazdu a nie wymuszać go przed pojazdem, który to pierwszeństwo posiada
Egzaminator „ludzki” czy merytoryczny
Pracę egzaminatora podczas egzaminu szczegółowo określa instrukcja egzaminowania , którą regulują przepisy przytoczone powyżej. Praktycznie nie pozostawia ona egzaminatorowi żadnego pola manewru. Egzaminatorzy wielokrotnie byli karani za tzw. „dobre serce”, a niektórzy nawet musieli pożegnać się z zawodem. Z czystej więc- kolokwialnie mówiąc – ostrożności procesowej przyjmują postawę służbisty i nie wykraczają poza zapisy instrukcji. Sprzyja temu także brak precyzyjnych zapisów w obowiązujących aktach prawnych. Dlatego też egzaminator nie przymknie oka na sytuację drogową, która może np. doprowadzić do kolizji na drodze z prostego powodu. Otóż ani ustawa Prawo o Ruchu Drogowym ani Kodeks Karny nie definiują w sposób jednoznaczny odpowiedzialności za kolizję popełnioną na drodze przez osobę egzaminowaną. Zwyczajowo uważa się , że taka odpowiedzialność ponosi egzaminator. Takie jest też orzecznictwo sądów. Trudno więc oczekiwać, że egzaminator zaryzykuje sytuację, której konsekwencje mogą być dla niego bardzo restrykcyjne.
Poza tym , w ostatnim czasie zrobiono także bardzo wiele w sensie technicznym aby kontrolować przebieg egzaminów. Pojazdy egzaminacyjne zostały wyposażone w dźwiękowe kamery, które rejestrują cały przebieg egzaminu. W egzaminie może uczestniczyć instruktor, który przygotowywał danego kandydata na kierowcę a sam egzaminowany ma prawo, po dwóch niezaliczonych egzaminach, zażyczyć sobie obecności osoby nadzorującej podczas kolejnego egzaminu. Ponadto egzaminatorzy są kontrolowani przez Egzaminatora Nadzorującego oraz przez Urząd Marszałkowski. I sprawa ostatnia, ale być może najważniejsza. Egzaminatorzy i egzaminowani są kojarzeni ze sobą losowo za pomocą losowania komputerowego w oparciu o program stworzony właśnie dla potrzeb egzaminów przez Instytut Transportu Samochodowego w Warszawie.
System monitorowania jest więc wielopoziomowy i praktycznie eliminuje możliwości popełnienia jakichkolwiek nadużyć oraz gwarantuje profesjonalny technicznie proces przeprowadzania egzaminów dla kandydatów na kierowców.
Reasumując należy podkreślić, że zrobiono wiele by proces egzaminowania odbywał się w sposób prawidłowy . Większość ośrodków szkolenia kierowców swoje obowiązki wykonuje z należytą starannością i dlatego przy wyborze ośrodka szkolenia kierowców zalecałbym aby jako podstawowe kryterium przyjąć poziom zdawalności, a dopiero na drugim miejscu kierować się ceną kursu.
Andrzej Pepliński
Egzaminator Nadzorujący
PORD w Gdańsku